sobota, 27 lipca 2013

Szybki skrót - bo ciężko wrócić po urlopie - przyrost z i bez wspomagania :)

Cudowne dwa tygodnie tak szybko minęły. Jakoś ciągle nie mogę się odnaleźć do końca. Zdecydowanie były to udane wakacje! Na tyle udane, że nawet nie korzystałam z bloga i blogera. Miałam wstawić notkę na pierwszym dniu wyjazdu - a tu... no same rozumiecie jak to jest. ;) Wyszło tak, że nie wyszło.

Więc wielkim skrótem. Przed urlopem:

Włosy miały długość: 63,8cm, czyli względem czerwca przybyło 1,6cm! 
Miało na to wpływ:
Skrzypokrzywa i serum z Apteki Agafii (aktywny porost włosów).
Na zdjęciu włosy jeszcze do końca nie wysuszone. Końce nie potraktowane silikonem, więc nieznośne.

Co robiłam z nimi podczas urlopu? NIC! :OOO
Moja pielęgnacja ograniczała się do mycia delikatnym szamponem i zabezpieczaniem końców kuracją z Mariona z olejkiem arganowym. Może raz użyłam maski BingoSpa z glinką. Dzięki temu, wiem jaki przyrost mają moje włosy bez używania wspomagaczy wewnętrznych i zewnętrznych.
Także dzień dzisiejszy ich długość to 64,5cm - czyli bez wspomagania miesięcznie rosną 0,7cm.
Zdjęcia niestety nie ma, bo jestem LEŃ, a tak na prawdę zorientowałam się już po nałożeniu oleju. Mogłabym poczekać z pisaniem, aż zrobię zdjęcie, ale postanowiłam kuć żelazo póki gorące - inaczej pewnie znowu odwlekłoby się to o kilka dni.

Plany na sierpień:
- Skrzypokrzywa znów :)
- Serum z Apteki Agafii, aktywny porost
- powrót do olejowania KONIECZNIE!

Pozdrawiam lekko jeszcze zamroczona urlopem (a minął już tydzień od powrotu!). ;)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Pomiar włosów - Maj>Czerwiec


W tym miesiącu włosy urosły nieco mniej niż poprzednio (klik), bo 1,2cm (czyli o całe 3mm mniej ;]). Aktualnie jest 62,2cm :)
Miałam długą przerwę w skrzypokrzywie, tonik babuszki Agafii i olej musztardowy też poszły w odstawkę. Za to sumiennie używałam szamponu i maski Love2Mix Organics z ekstraktem z chili i pomarańczy. Pewnie na dniach napiszę co nieco na ich temat. Raz zdarzyło mi się użyć Sesy, przyznaję olejowanie u mnie było "słabe". :) Włosy ostatnio są kapryśne i wypadają, ale cóż. Taki ich urok. Raz lepiej, raz gorzej.

Plany na następne dni:
- wrócić do skrzypokrzywy, mam nadzieję, że zużyję całą resztę do 7 lipca (urlop i wyjazd :])
- wprowadzić do pielęgnacji serum z Apteki Agafii, aktywny porost włosów 
- olejowanie! Chociaż raz w tygodniu!

Pozdrawiam ;3

czwartek, 6 czerwca 2013

Kiedy chce się obciąć włosy "ale"... Błędy które popełniam.

Dziś jest ten dzień (pewnie znany niektórym włosolubnym), gdy mam ochotę obciąć włosy na krótko. Ostatnio strasznie mnie denerwują, znowu zaczęły wypadać, zmieniają swoje preferencje co do pielęgnacji i ogólnie wszystko kumuluje się. :)
Pewnie i tak tego nie zrobię (albo skończy się na podcięciu końców, po pomiarze).
TŻ będzie mnie powstrzymywał, zaklinając na wszystko i obiecując wszystkie kosmetyki świata do włosów, bylebym nie skracała ich znacząco. Ja w końcu dojdę do wniosku, że tak bardzo lubię długie włosy i szkoda obcinać... I tak to się kręci. Jednak pomarudzić sobie muszę, może się szybciej poprawi. ;)

Pamiętam, że właśnie w tej porze 'przedwakacyjnej' dwa lata temu wypadały mi mocno włosy i właśnie wtedy zaczęło się "włosomaniactwo". Także liczę, że to chwilowy kryzys, może im za ciepło to postanowiły się przegrupować i przerzedzić (tak pół żartem pół serio). :)

Błędy które popełniam:
1. Właśnie jednym z nich jest zaniedbywanie włosów w czasie kryzysu.
2. Czasami chodzę spać z mokrymi włosami, zdarza się, zdarza. ;)
3. Często noszę rozpuszczone włosy (w końcu mają cieszyć moje oko i mojego lubego), co niekoniecznie zawsze im służy.
4. Za szybko chcę widzieć efekty, mimo to, że zdaję sobie doskonale sprawę, z tego iż nie od razu je widać... przez co potrafię się zniechęcić.
5. Brakuje mi silnej woli przy niektórych 'kuracjach'. Zdarza się, że np. dwa dni nie będzie okazji pić skrzypokrzywy i już te dwa dni zmieniają się na dwa tygodnie, rezygnuję. :)

Tak samo byłoby z pomiarem włosów, gdyby nie mój TŻ, który ochoczo wczoraj zapytał "to kiedy mierzymy włoski?" :D. Nie ma to jak wspierający facet u boku, cieszący się z każdego włosowego wymysłu typu: rosołek, czy siemieniowy glut na głowie, albo zabijanie drożdży... Oraz chętny na wspólne pakiety SPA dla kudłów.  :)


Pozdrawiam! :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Tag pytaniowy :)

Kilka pytań, od najsympatyczniejszej duszyczki pod słońcem - i już połowa blogsfery wie, że chodzi o Mariolkę :D

1.Twoja ulubiona książka?
Oj wiele, lubię czytać, ale hmmm, dajmy na to... Chick Palahniuk "Podziemny Krąg"
2.Twój ulubiony film,który mogłabyś wielokrotnie oglądać?
To samo, uwielbiam filmy, za mało czasu, żeby wielokrotnie jakiś oglądać. Hihihi. ;)
3.Twoje największe marzenie?
Żeby większe smutki ominęły mnie w życiu, tak samo moją rodzinę, przyjaciół, znajomych itd.. :)
4.Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk?
Z włosowych to chyba drożdżowa maska Babuszki Agafii
5.Na jakim kosmetyku się zawiodłaś?
Ostatnio na masce z Love2Mix Organic z papryczką chili i pomarańczą, spodziewałam się czegoś więcej po niej. :(
6.Czego najbardziej się boisz?
Hm, że coś złego się przytrafi komuś z najbliższego otoczenia.
7.Jeśli chodzi o Twoje włosy,co zmieniłabyś?
Dłuższe, gęściejsze i poprosiłabym o jakiś piękny naturalny kolor (żywszy niż mój mysi)
8.Czy kiedykolwiek zawiodłaś się na przyjacielu/ach?
Pewnie tak, ale nie rozpamiętuje takich rzeczy długo.
9.Twój ulubiony smakołyk?
Omnomnom, lubię jeść. W tej porze to chyba wszelakie owoce. O sałatka owocowa - Mmmmmm pyszności!
10.Czego nie lubisz robić?
Zmywać, zdecydowanie, o i myć okien, bo wieczne smugi mnie dobijają. ;_;
11.Psiaki czy kociaki?
I te i te! :)

piątek, 24 maja 2013

Na gorszy czas... zwierzaki (zdjęciowy spam)

Ostatnio włosy lecą mi jak szalone. Dobra, pewnie przesadzam i aż takie szalone nie są, ale uciekają. Mam wrażenie, że dopiero co zwalczyłam większe "jesienne" wypadanie (które trwało do połowy zimy), a tu znowu to samo. Ma na to wpływ egzaminowy stres, albo... wszystko. Jakoś nawet nie mam ochoty ostatnio walczyć z tymi włosami i pielęgnacja kończyła się na szamponie (!). Pewnie wiecie jak wyglądają włosy, które przyzwyczaiły się i polubiły bardziej rozbudowaną pielęgnacje. Właśnie u mnie to coś w stylu połączenia siana z rozklekotaną miotłą. ;)
Kiedyś w końcu będzie lepiej.
Pomaga mi zwierzo-terapia. Więc przedstawię wam "moje" zwierzaki.
Psiaki
Historia jest nieco skomplikowana. Otóż, własnych zwierzaków właściwie nie posiadam. Ludzie od których wynajmujemy mieszkanie, zostawili nam pod opiekę psiaki. Dwa podwórkowe (którymi głównie zajmuje się dziadek mojego lubego, "wynajmujący" pod naszym mieszkaniem warsztat).
Zaprzyjaźniałam się z nimi i w końcu nastał ten czas, że wychodzimy radośnie na spacer (jak to się śmieje TŻ: to raczej one mnie wyprowadzają). ;)

 ROKI - pies który waży więcej ode mnie. Pocieszna istotka - ostatnio ucząc się na tarasie, zwiało mi część notatek do jego kojca - jakby mógł ich nie skosztować. "Pani profesor, nie mogłam się uczyć - pies zjadł mi notatki" - teraz to brzmi tak bardzo prawdopodobnie. Na szczęście skosztował tylko róg papierów, reszta mu nie podeszła. Na spacerze - bardzo grzeczny, dla mnie słodziak. Chociaż na zdjęciu może tak tego nie widać, ale uwierzcie mi - masywny paker z niego, ale do dzieci - jak owieczka. ;)


RAMBO - młodszy od Rokiego i bardziej narwany. Zdecydowanie nie polecany do dzieci. Trawołaz. Na spacerze - ciągle czujny i lekko nieufny względem innych. Dla mnie też słodziak. Widzicie te cudne czujne uszka? :D



 I teraz już pies domowy, dodany gratis do mieszkania - BĄBEL. Głupiutki, odważny tylko w towarzystwie. Zdjęcie robione zimą więc widać pełną klasę kudłów. Teraz jest obcięty = dwa razy mniejszy. ;)

Koniec psinek. Teraz czas na koty. Koty są mojego TŻ, niestety nie zamieszkują z nami (właściciele nie do końca są na tak, no i niestety po kilkunastu latach z kotami TŻ;towi pojawiła się straszna alergia na nie :[). Mieszkają u cioci i prababci K. Dobrze tam mają. Odwiedzamy je, a jak tylko możemy zabieramy na kilka dni do siebie i rozpieszczamy. Tutaj zdjęcia z weekendu majowego, który dla kotów trwał dwa tygodnie.

BONO - ogólnie nieufny co do obcych, więc TŻ był bardzo zaskoczony, gdy pierwszy raz do niego przyszłam, a Bono nie widział w tym problemu. Stary kocur - 13 letni (? popraw mnie TŻcie jeżeli piszę źle). Nie słucha, broi i uwielbia "laserek". Ogólnie wybredny co do wszystkiego, a szczególnie jedzenia i miejsca kuwety. ;)



FAZI - tak zwany mój synek. Tulasek jakich mało. Z resztą widać na zdjęciach. Jeżeli coś gotuję - w kuchni jest pierwszy i tymi wielkimi oczami proponuje spróbowanie. Wierzę, że to w naszej trosce - co byśmy przypadkiem czegoś niedobrego nie zjedli. Uwielbia dawać całuski, kiedyś miał dwa wystające kły i wyglądał jak wampirek. Ogólnie wielka "tufta" (dupka).







Braciszki razem. Ogólnie na co dzień się ignorują, ale widać, że jednak w swoim towarzystwie jest im najlepiej. Mówię braciszki, ale tak właściwie Bono jest wujkiem Faziego. ;)






To koniec zwierzakowa. Gratisowo, na wycieczce w Londynie, mentalnie przygarnęliśmy wszystkie wiewiórki.





Tak, jestem zwierzakową mamą. Mimo, że jestem dość "ostra" jeżeli chodzi o wychowanie, zwierzaki mnie lubią (eheee, ten zwierzęcy magnetyzm). Podobno mam to po tacie, bardzo możliwe. Mama od zwierzaków stroni.  ;)

niedziela, 12 maja 2013

Pomiar włosów - po prawie miesiącu

Na początku muszę napisać, że moje włosy są dość oporne jeżeli o przyrost chodzi. Myślę, że tak 'standardowo' to wynosi jakieś 0,5-0,8cm (o ile jest xD zazwyczaj ciężko mi go zauważyć).

14 kwietnia zmierzyłam włosy po raz pierwszy używając miarki przy ścianie (TU post). Wyszło wtedy 59,5cm. Dzisiaj ich długość wynosi 61cm. To zadowalające. :)
Co mi w tym pomogło:
- picie skrzypokrzywy (dodatkowo przyjmowałam magnez)
- więcej warzyw i owoców w diecie (wiosna!)
- tonik wzmacniający, Receptury Babuszki Agafii + masaż
- olej musztardowy (raz w tygodniu)

Najregularniej stosowałam skrzypokrzywę. W międzyczasie skończyłam brać Ha-Pantoten (który pewnie też miał w tych 1,5cm swój udział, uzupełniając między innymi wit. B przy skrzypokrzywie).

Plany na następne dni:
- Wprowadzić do pielęgnacji Love2Mix Organic z ekstraktem z pomarańczy i chili;
- dalej pić skrzypokrzywę (dodatkowo przyjmować magnez i kompleks wit. B [zamiast Ha-Pantotenu]);
- olej i tonik zostają bez zmian :)


 Ostatnio złapała mnie niemoc twórcza i nawet zwykły warkocz czy kłos nie chce mi porządnie wyjść. Niech już minie! :)


czwartek, 2 maja 2013

Farbowanie Henną Khadi - jasny brąz

Jakiś czas temu farbowałam włosy henną khadi - ciemny brąz. Z efektów byłam zadowolona, chociaż kolor na początku był bardzo ciemny (prawie czarny). Przykrył moje pozostałości czerwieni na końcówkach i ładnie równomiernie się spłukiwał. Jednak kolor był ciut za ciemny tym razem postawiłam na jasny brąz i co z tego wyszło? :)

 

1. Zielony proszek, który dość intensywnie pachnie ziołami. Niestety część zapachu pozostała po spłukaniu (na szczęście tylko przy mokrych włosach). TŻ uważał, że pachnę jak herbatka, więc nie jest tak źle.
2. Rozrobiona mieszanka z wodą o temp. 50 stopni, trzeba się trochę namieszać, żeby pozbyć się grudek.
3. Nakładanie, nie wygląda zbyt apetycznie i jest nieco trudniejsze niż w przypadku chemicznych farb drogeryjnych. Przy pierwszym nakładaniu henny robiła mi to koleżanka, teraz nakładałam sama - więc w ostateczności da się. :)
4. Pod czepek i ręcznik - w moim przypadku na 2 godziny i 15 minut (a tak jakoś wyszło ;])


Zaraz po zmyciu (samą wodą!) ukazał mi się nieco przyciemniony kolor z rudawymi refleksami (w przypadku ciemnego brązu, rudości nie odnotowałam). Kółkiem zaznaczyłam zielonkawą poświatę, którą widać było po wyschnięciu (ale tylko w sztucznym chłodnym świetle). Po umyciu włosów szamponem całkowicie zniknęła. ;)
Efekty:

Po lewej dzień po samym zmyciu henny w świetle dziennym, po prawej kolejne mycie, tym razem z zastosowaniem szamponu i nałożeniu po maski (bioetika).
Kolor jest brązowy w cieniu, włosy błyszczą się na rudawo/miedziano. Ładnie wyrównał się koloryt. Miedzie/rudości mi nie przeszkadzają więc jestem zadowolona z efektu. Jeżeli ktoś nastawiałby się na typowy brąz bez nich, mógłby być lekko rozczarowany, ale dla mnie jak najbardziej jest ok. Włosy niesamowicie błyszczą w słońcu, chociaż wcześniej z błyskiem problemu nie miałam. Końce lekko wysuszone, ale myślę, że szybko wrócą do normy. :)
Tutaj dla przypomnienia włosy przed farbowaniem. Doskonale widać różne kolory.

Po raz kolejny jestem bardzo zadowolona. Może nawet bardziej niż byłabym z samego jasnego brązu. ;)


środa, 17 kwietnia 2013

Fryzura#1: Kłos

Follow my blog with Bloglovin
Follow on Bloglovin

Przez ostatnie pogłoski, że google rezygnuje z google reader - czym prędzej stworzyłam listę obserwowanych blogów na Bloglovin, aczkolwiek po cichu liczę, że jednak google reader zostanie. :-)

Żeby nie było pusto, jedno z moich ulubionych zapleceń: kłos.
Jest bardzo proste i do tego wygląda całkiem efektownie. Miła odmiana od zwykłego warkocza. :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Pomiar długości włosów


Tak jak zapowiadałam, poświęciłam jedną ścianę (a właściwie jej część) na moją włosową miarkę. We wszystkim pomógł mi TŻ, lub inaczej - komisja do poprawnego pomiaru długości włosów bez przeinaczeń na korzyść zapuszczającej ;).
Tak oto stojąc przy ściance oznaczył na niej czubek mojej głowy, później trochę gimnastyki i oznaczone zostały najdłuższe włosy. Później padło "o dotąd bym chociaż chciała mieć" i też zostało delikatnie zarysowane. Ciekawe wyników? 

Okazało się, że moje wzdychanie do "dotąd" to wcale nie taka długa droga. Wyszło, że zupełnie nie odczuwam swojej długości (po części to pewnie przez kształt włosów w V). Odskakując od ściany - "to ja mam takie włosy?!".
Krótkie podsumowanie:
Mój wzrost: 169cm
Włosy na dzień 14.04.13: 59,5cm
"Chociaż dotąd": 63,5cm

Czyli ogólnie jakieś 4 cm, które na ścianie - wcale nie wyglądają na taką dużą odległość jak na co dzień mi się wydaje. Pewnie częściowo to też przez lekko falujące i wywijające się włosy, ale LUBIĘ JE. :)
Przyznam, że to taki pozytywny aspekt dnia. Oby rosły dalej, dłuższe i dłuższe! Mam nadzieję, że to możliwe.

Tymczasem idę gotować swoją porcję skrzypokrzywy i przesadzić bazylię. Miłego niedzielnego popołudnia życzę. :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Skrzypokrzywa

Może jak napiszę to uda mi się pilnować, aby od dziś pić codziennie.

Skrzyp zawiera: flawonoidy, substancje mineralne, związki krzemu, przede wszystkim krzemionkę

Pokrzywa zawiera: witaminę K, witaminę C, witaminy z grupy B (B2 i B6), także garbniki, aminy, kwasy organiczne, flawonoidy, karetonoidy, ślady olejku eterycznego, bliżej nie ustalone związki zwiększające odporność organizmy na infekcje, mikroelementy, m.in. wapnia, magnezu, żelaza, potasu, krzemu, fosforu, jodu, siarki i sodu. 

Mieszanka ma więc pozytywnie wpływać nie tylko na włosy, skórę i paznokcie, ale i na cały organizm. Działa moczopędnie, więc warto nie pić przed dłuższą podróżą z brakiem postoju lub na noc. ;) Wypłukuje także wit. z grupy B, w szczególności B1.
Zamierzam więc dodatkowo brać jakiś kompleks witamin z grupy B i magnez. Początkowo był plan, aby wrócić do drożdży, jednak ostatnio idą mi strasznie opornie. Zobaczymy. Na razie piję bo są. :)

Jak przygotowuję napój?
Wyczytałam, że krzemionka ze skrzypu wydziela się w gotowaniu. Więc łyżeczkę suszonego skrzypu zalewam szklanką wody. Doprowadzam do wrzenia i gotuję 5-10 minut. Pokrzywę z kolei powinno się zaparzać, więc, gdy skrzyp się zagotuje wrzucam łyżeczkę suszonej pokrzywy i przykrywam. Zaparzam 10-15 minut. Po wszystkim przecedzam przez sitko i jest. :)
Przygotowana tak herbata ma bardziej intensywny kolor niż ta z samego parzenia. Czasem z lenia wrzucałam skrzyp i pokrzywę do zaparzaczki, zalewam wrzątkiem i tyle. Bo całe to gotowanie wydawało się strasznie długim procesem... Jednak w rzeczywistości idzie bardzo szybko. Rondelek z suszem ląduje na gazie, a ja w tym czasie zdążę pozmywać i ogarnąć kuchnię. ;)

Cena przykładowo:
 DOZ.PL Liść pokrzywy, 50g - 1,90zł  
 DOZ.PL Ziele skrzypu, 50g - 1,89zł

Cena niewielka, a z 50 g wychodzi sporo herbatek. ;) 

Dziś zamierzam porządnie zmierzyć włosy, poświęcając do tego jedną ze ścian. Niech tylko TŻ wróci z kręgli i usłyszy, że będziemy odmierzać włosy. Chociaż jego to chyba już nic nie zdziwi. :))))
Będąc małą dziewczynką, zawsze cieszyłam się jak kreseczki od pomiaru wzrostu szły w górę - teraz będę się cieszyć jeżeli będą coraz niżej. O życie, życie. :DDD 

sobota, 6 kwietnia 2013

Do kolekcji, bo na półkach się (może) zmieści... :)

Wystarczy kilka dni kupować pojedynczo kosmetyki, a znowu zbiera się kolekcja. To jakaś magia.
Chociaż część to prezenty - może mój TŻ dokupuje miłości (chyba się już więcej nie da, ale narzekać nie zamierzam, hehehe). :)


Szampon Johnson's z ekstraktem z lawend
Alterra, maska nawilżająca granat i aloes - bo mówiła blogosfera, bo Marika bardzo chwali, bo była promocja i ostatnia stała na półce... (tłumacz sobie tłumacz ;])
Stapiz, Sleek Line, Repair&Shine Hair Mask - dostałam wcześniej odlewkę od Mariki, mimo, że jeszcze trochę zostało to zakupiłam. Jest całkiem ok, choć efektu wow nie było, ale mimo to kupiłam skoro już znalazłam stacjonarnie. :)
Bioetika, Crema di Essenza, nawilżająca - dużo ochów, achów, a me włosy potrzebują dalej nawilżenia (bardzo!). Jednak czekałam z jej kupnem, aż w końcu wybiorę się do makro (wychodzi taniej niż zamawianie przez internet).
Gliss Kur Oil Natritive
Do zdjęcia załapał się tusz z Bell (z insektowej gazetki promocyjnej) - ale po prostu spodobało mi się jego opakowanie.

Chyba zakupami rekompensuję sobie brak słońca i zimno. Dodatkowy produkt do włosów wrzucony do koszyka podczas innych zakupów zawsze cieszy. ;)

Wstępnie na kwiecień: 
-dalsze NAWILŻANIE, NAWILŻANIE, NAWILŻANIE (ciało po zimie również go potrzebuje :]). Gdy już wystarczająco nawilżę - Khadi, jasny brąz nadchodzę! 
- chyba znowu wrócę do kozieradki, 
- suplementacja skrzypokrzywą i być może drożdżami

Wstępnie na następny tydzień: wyleczyć przeziębienie (nie ma to jak buziaczki od chorego chrześniaka - a teraz masz ciociu placek, a raczej katar). :)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Włosy w marcu - szedł Sasza suchą szosą

Marzec był dla moich kudłów dość ciężkim miesiącem. Były suche i cały czas się elektryzowały. Teraz dopiero wracają powoli do siebie. Centymetry obcięte w lutym (25 dokładnie) na szczęście wróciły. Na zdjęciach nie widać żeby w ogóle rosły, ale widzę to po przerzuceniu włosów do przodu (podcięte były "do połowy piersi", teraz znowu sięgają nieco za nią).
Kilka zdjęć:
Włosy po umyciu, jeszcze wilgotne i nierozczesane.

Po "detoksie". Tutaj zaraz po rozpuszczeniu z "nocnego koczka" (włosy były lekko wilgotne w czasie jego wiązania). Zdjęcie bez flesha w momencie "chmurowego zaciemnienia pokoju" więc nieco rozmazane. ;)

Tutaj też po koczku, bez rozczesywania, w pełnym słońcu. Widać całą gamę kolorów - końce lekko rudawe (po wielokrotnych farbowaniach na czerwienie - ostatnie farbowanie maj 2012). Sukcesywnie ścinam po kilka cm (nie mam serca obciąć całości skoro nie są w bardzo złej kondycji, mój Kacy by mi nie wybaczył tego). Reszta to naturalny odcień (który robi się bardzo jasny od słońca z licznymi pasemkami). Czas na henne khadi jasny brąz, ale na razie walczę z końcówką marcowej suszy. :)


Po za tym - jestem słaba, zawaliłam wszystkie włosowe kuracje jakie sobie obiecałam. Regularniej brałam jedynie Ha-pantoten. Pora na kolejne podejście do skrzypokrzywy. :)
Oczywiście dorwało mnie wiosenne linienie, więc poza tonikiem wzmacniającym babuszki agafii, chyba czas na jakąś domową wcierkę-śmierdziuszkę przed myciem. :)

//Post motywacyjnie-sponsorowany przez Marikę (vel Rika dla mojego chrześniaka;]) z http://mariolka2.blogspot.com//  


czwartek, 14 marca 2013

Marcowe łowy - zakupów szał :) /doz.pl, setare.pl

Uwaga - chwalę się, chwalę. Zrobiłam już moje porządne "włosowe" marcowe zakupy. Na razie starczy więc tego dobrego (oby ;]). Na swoje usprawiedliwienie - wiele produktów mi się zdenkowało w czasie zimy. :)

Na początek doz.pl
Ziele skrzypu, liść pokrzywy - od dzisiaj piję skrzypokrzywę. :)
Suplement Ha-Pantoten - był akurat w promocji, więc wzięłam. Zobaczymy co z tego będzie.
Olejek rycynowy - chyba wszystkim znany, spróbowałam i ja. Oczywiście po pierwszej aplikacji nie udało mi się dokładnie go zmyć. ;) 
Farmona, Jantar, Mgiełka nawilżająco-ochronna z wyciągiem bursztynu i filtrami UV - wyszło słońce, więc sam wpadł do koszyka. Przyda się na pewno. Mimo tego śniegu, ciągle liczę na szybką wiosnę. 
MegaOmega3

Kolejne zamówienie zrobione z okazji Dnia Kobiet (oh, darmowa wysyłka to coś co lubię - od razu jakoś łatwiej klika mi się 'dodaj do koszyka') na setare.pl . Jest to częściowo prezent od TŻ i częściowo prezent od samej siebie. Trzeba sobie czasem dogadzać. 
Tradycyjnie polecam http://setare.pl (różne produkty, dobre ceny, szybka wysyłka i kontakt, oraz z czystej sympatii). :)
 
Henna Khadi, jasny brąz - wiosenne odświeżenie koloru
Love2mix Organic, szampon z papryczką chili
Love2mix Organic, maska z papryczką chili
Lotion ziołowy wzmacniający, Receptury babuszki Agafii
Al-Aman 7 olejów, balsam-odżywka
Apteka Agafii, aktywne serum na porost włosów
Spirulina, algi zielone
Dabur, Olej Musztardowy
Sesa, olejek do włosów  
i ciągle włosowo, ale na inne partie ;) Pasta cukrowa do depilacji Halaweh

Jako gratis dostałam Fitokosmetik: Tajska glinka do twarzy i ciała. Kakao i olejek z pestek winogron - zapowiada się relaksujące spa w zaciszu łazienki. :)

Aż nie wiem za co się zabrać na początek. Chciałoby się wszystkiego od razu spróbować, ale co za dużo to nie zdrowo. Trzeba obmyślić plan działania. Jak być może widać po produktach - głównie zależy mi na przyroście. :)

Dodatkowo zaopatrzyłam się w nasiona kiełków. Pierwsze już wyhodowane. Pyszności! Polecam, bo to niesamowite źródło witamin, a od razu kiełkownicy kupować nie trzeba. Wystarczy słoik, kawałek gazy i gumka recepturka :)  

sobota, 9 marca 2013

Podsumowanie wcierki z kozieradki, rozmarynu i cebuli

O wartości poszczególnych składników i przygotowaniu wcierki pisałam TUTAJ.
Co mogę powiedzieć po miesiącu stosowania? Działa! O dziwo, pobudziła moje odporne włosy do wzrostu. Zrobiła to na tyle, że ze spokojnym sumieniem podcięłam końcówki o około 1,5-2cm dodatkowo już czeka mnie po raz drugi podcięcie grzywki. Skóra głowy zareagowała bardzo dobrze, była nawilżona i odwdzięczyła się nowymi antenkami. :)

Plusy:
+ pobudziła wzrost
+ nowe baby hair
+ nawilżyła skalp
+ nie przetłuszcza, ani nie przesusza włosów
+ nie miałam gorszych dni jeżeli chodzi o utratę włosów

Minusy:
- dla niektórych może być to, że trzeba ją robić dość często :)
- zapach, mi osobiście nie przeszkadza (stosuję przed myciem), jednak do ludzi bym tak nie wyszła

Jednak jak to ze mną bywa, ciągle szukam nowości (moja skóra głowy chyba też, bo inaczej włosy rosną żółwim tempem). Więc jak tylko listonosz zapuka do mych drzwi zmieniam towarzysza do wcierania. Dopóki jednak tego nie zrobi, pozostaję przy moim miksie. :)

środa, 6 marca 2013

Szczotko, szczotko, hej naturalne włosie!

Już od dawna planowałam zakup pewnej szczotki. Jednak z niewyjaśnionych przyczyn kupiłam wtedy inną.
Mianowicie szczotkę Donegal. Według producenta szczotka jest przeciwłupieżowa - zawiera miedź która ma za zadanie zabijać bakterie przyczyniające się do powstawania łupieżu.
http://zawszetrendy.pl/pliki/zdjecia/artykuly/sz1_0.jpg
Jednak po jakimś czasie, zamiast miedzianej powłoczki widać było dość nieestetyczną zielonkawą warstwę (jak słusznie zauważyła Lena z http://barton-cottage.blogspot.com/ prawdopodobnie zaczęła się utleniać). Szczotka jak szczotka. Całkiem okej, ale szału nie było...

Dopiero zakup który dokonałam niedawno odmienił moje szczotkowe życie. Mianowicie znana pewnie większości szczotka For Your Beauty z naturalnym włosiem.

Rossmann, 25,99zł 

Wybrałam kombinacje naturalnego włosia i zaokrąglonych kuleczek z tworzywa sztucznego (które zdecydowanie ułatwiają rozczesywanie). Bałam się, że szczotka będzie elektryzować włosy... I tak było, więc szybko została wykąpana w delikatnym szamponie i odżywce bez silikonowej. Problem elektryzowania - jak ręką odjął.

Plusy:
+ Dodatek dłuższych plastikowych 'drucików' ułatwia rozczesywanie,
+ Włosy po użyciu lśnią, są zdyscyplinowane, tworzy się piękna 'tafla', :)
+ Doskonale zbiera kurz z włosów (dla mnie to olbrzymi plus, ze względu na szybko kurzące się mieszkanie ;])
+ Nie elektryzuje (u mnie po kąpieli przestała jak już pisałam)

Minusy:
- Ze względu na to zbieranie kurzu i innych niepożądanych rzeczy z włosów, trzeba ją często myć. Chociaż nie wiem czy dla mnie to jakiś wielki minus. Ot, na pewno bardzo higienicznie. :))

Ogólnie: JA jestem na TAK! Nawet mój chłopak po powrocie z pracy zauważył różnicę w układaniu się włosów (nie stosowałam niczego innego co mogło ten efekt wywołać :]). Jak sam stwierdził "dobrze wydane pieniądze dla włosów". :)

Już niedługo miesięczne podsumowanie wcierki - kozieradkowo-rozmarynowo-cebulowej, zdradzę, że pozytywnie mnie zaskoczyła. ;)

poniedziałek, 11 lutego 2013

WM miesiąc 1. Czyli wcierki, wciereczki...

Wcierkowy miesiąc rozpoczęłam już w zeszły czwartek. Postanowiłam regularnie aplikować wcierki na skórę głowy. Głównie robione przeze mnie.
Jakiś czas temu zbawienna okazała się kozieradka.
Tym razem postanowiłam urozmaicić nieco składniki. Na ten miesiąc trio:

+ Kozieradka - zmniejsza wypadanie włosów, pomaga zwalczyć łupież, koi skórę głowy, usztywnia włos i unosi u nasady
+ Susz rozmarynu (z krymu ;p) - zapobiega wypadaniu, przyśpiesza wzrost włosa, ma działanie przeciwzapalne i pomaga usuwać łupież
+ Cebula - wzmocnia włos i przyśpiesza jego wzrost

Łyżeczkę kozieradki, plus łyżeczkę suszu - zalewam gorącą wodą (pół szklanki, albo i mniej nawet), przykrywam spodeczkiem i odstawiam do czasu aż ostygnie. Przelewam do pojemniczka po kuracji Rzepa - Joanny. Do tego dodaję zmiażdżoną cebulę i chwilę czekam, aż się "przegryzie". Jako, że jest to mały cebulowy śmierdziuszek, aplikuję go przed myciem (co drugi dzień) na kilka godzin. Gdy wiem, że nigdzie nie muszę wychodzić stosuję częściej. Mieszankę trzymam max. 4dni w lodówce. :)

Zobaczymy jak sprawdzi się to trio. Liczę na przyrost i ominięcie wiosennego przesilenia - linienia. :)


wtorek, 11 grudnia 2012

Zaplatam, czyli plączę, plączę, aż coś wyplączę... Wróżka-Marika-Mikołaj

Im dłuższe włosy, tym więcej ich wszędzie. Ostatnio uczestniczę w kursach samoobrony - krav-maga, kapap, co zmusiło moje dwie lewe ręce (jeżeli chodzi o zaplatanie własnych włosów) do pracy. Pierwsze próby za mną, co prawda idealnie nie jest, ale od czegoś trzeba zacząć. Cieszę się, że w końcu zaczynam zaplatać coś, co trzyma się dłużej niż kilka minut ;). Chociaż mimo wszystko muszę też posiłkować się różnymi spinkami, bo moje baby hair już nie są takie baby. :)
Czas na dokumentacje - fryzury idealnej dla mnie na trening (dziękuję youtube za naukę :]).
Tutaj już po wysiłku (przed prezentował się nieco lepiej... mam taką nadzieję haha:D) i jakoś druga spinka uciekła z głowy. ;) Jednak nie mogłam w swoim internetowym włosowym-pamiętniku nie umieścić tego 'prawie dzieła'. Będę ćwiczyć dalej zaplatańce, spodobało mi się to. :)


I muszę się pochwalić kolejną paczką od Mariki, tym razem wróżka zamieniła się w Mikołaja, albo właściwie Mikołajkę. Tyle odlewek masek... Kallos, Stapiz i... BingoSpa 5 alg. Do tego cudowny świąteczny upominek i list który czytałam z uśmiechem od ucha do ucha :D Pierwszy na próbę poszedł 'Bingacz' (w końcu jakiś zaliczony) i już wiem, że nie będzie to ostatni. Dziękuję kochana jeszcze raz!:)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Listopadowa aktualizacja włosowa


Tak włosy prezentowały się mniej więcej w tym miesiącu. Na zdjęciu przed rozczesaniem jeszcze nieco wilgotne. Z wypadaniem jestem - raz na wozie, a raz pod nim (a może raz na głowie, raz z niej... ;]). Wszystko zależy od dnia, ale dzielnie wspieram się seboradinem i himalayą od Mariki (jeszcze raz dziękuję bardzo). 25 listopada również wznowiłam drożdżową kurację, która za pierwszym razem BARDZO ograniczyła linienie. :)
Z ciekawszych rzeczy - w oczy rzuciło mi się całkiem sporo nowych włosków, więc pocieszam, że to co wypadło niedługo wróci ze zdwojoną mocą. Tym bardziej, że cebulki są zdecydowanie wzmocnione i już nie czuję bólu po rozpuszczeniu włosów z jakiejkolwiek fryzury. :)
Ostatnio jedynie trochę obawiam się, że moje włosy doszły do swojego 'genowego' maksimum i dłuższe już nie będą... Jednak wolę trzymać się wersji, że po prostu na zimę złapało je lenistwo, tak jak i mnie. Co jak co, ale przez niektórych - marzą mi się własne jeszcze dłuższe (tak, zrzucam winę na wszystkie blogerki z cudownymi długimi włosami! :D).

Trzymajcie się cieplutko! :)

piątek, 16 listopada 2012

Moja włosowa dobra wróżka... :)

Albo i dobra duszyczka... W każdym bądź razie, chodzi o to, że po prostu MUSZĘ się pochwalić tym co dostałam od Mariki (polecam jej bloga!)


Cała buteleczka olejku Himalaya, który już od jakiegoś czasu był na mojej liście "Chcę i koniec!", seboradin i próbki kremów (które na pewno użyję! :D). Widzicie ile dobroci? Od razu zabieram się za seboradin! Mimo, że dzisiaj nie miałam w planach włosowego spa... ale jak tu się oprzeć, żeby nie wypróbować, no jak... Jestem niesamowicie zadowolona z przesyłki i jeszcze raz DZIĘKUJĘ! :)

Ps w tle widać akcesorium które towarzyszy mi cały dzień (zarówno dzisiejszy jak i wczorajszy). Bez chusteczek ani rusz. Potworne przeziębienie, wczoraj ledwo mogłam wydobyć z siebie kilka słów, tak bardzo bolało mnie gardło. Dziś na szczęście nieco lepiej, ale ciągle 'nie brzmię' jeszcze jak ja.
Więc... Zdrówka wszystkim! :)

wtorek, 6 listopada 2012

Wypadanie i Tag: Moje włosy w pigułce

Zanim przejdę do tagu, wspomnę o wypadaniu... nieco ustąpiło (uff). Zrobiłam również badania tarczycy i wynik - w normie (uff x2). Balsam z enzymem z pijawki lekarskiej - co prawda nie zdziałał cudu jeżeli o wypadanie chodzi, bo wypadają dalej, ale zdecydowanie wzmocnił cebulki włosów. Pewnie na dniach zdam dokładniejszą relację. Tak więc, z jesiennym-wypadaniem dalej nieco walczę, ale już bardziej spokojna o to, że mimo wszystko całej czupryny nie stracę. :)

To teraz czas na Tag.
Otagowała mnie Arachnes za co bardzo dziękuję. :*


Zasady:
  • odpowiedzieć na 13 pytań
  • otagować 5 osób
  • podziękować za nominację

1. Twój naturalny kolor włosów:
   Tak zwany 'mysi blond'. Na początku włosek wyrasta bardzo jasny, później ciemnieje i to nieregularnie (a miejscami rozjaśnia się od słońca). Powstaje misz-masz.

2. Twój obecny kolor włosów:
 Po częściowym wypłukaniu się henny jasny brąz z rudymi refleksami. Jednak na pewno znowu skorzystam z daru jakim jest henna by ukryć rudość i schować jaśniutkie baby hair. :)

3. Aktualna długość Twoich włosów:
  Zawsze mam problemy żeby zmierzyć. Zazwyczaj jest to w przedziale 60-65cm. Sięgają za zapięcie stanika.

4. Długość na jaką chciałabyś zapuścić włosy:
 Marą mi się do pasa, ale na ile jest to osiągalne to nie wiem. 

5. Jak często podcinasz końcówki:
   Jak tego potrzebują, chociaż ciężko rozstać się z każdym centymetrem. :)

6. Twoje włosy są proste kręcone, czy falowane?
   Falowane. Chociaż ostatnio kilka kosmyków robi mi psikusy i z fali przechodzą już nieco w skręt. :)

7. Jaką porowatość mają Twoje włosy?
   Myślałam, że jest wysoka... ale po kilku testach skłaniam się raczej ku średniej w stronę wysokiej. 

8. Jakie są Twoje włosy (np. normalne, przetłuszczające się, suche itp.)?
   Lubią się puszyć i elektryzować (często nie dogadują się ze swetrami). Do tego kapryśny skalp. :)

9. Jak wygląda Twój codzienny włosowy rytuał pielęgnacyjny?
   Codzienny, hmm, codziennie zabezpieczam końcówki. Mycie, odżywki i maski co drugi dzień. Kilka razy porządny pakiet SPA. :)

10. Czego nie lubią Twoje włosy? (np. wiatru, silikonów itd.)
   Wiatr, nadmierne słońce, wysuszających ziół bez wspomagaczy nawilżających, przez jakiś czas miały na pieńku z proteinami, ale im powoli przechodzi.

11. Co lubią Twoje włosy? (nawilżanie, olejowanie itp.)
   Nawilżanie! Treściwsze maski, raz na jakiś czas. Olejowanie - zdecydowanie. :)

12. Jaka jest Twoja ulubiona fryzura?
  Gdybym potrafiła sobie zrobić jakąś, pewnie byłaby ich masa. Raczej ograniczam się do wyższej kitki, lub kitka na boku, czasem rozpuszczone. Polubiłam także warkocz dobierany (jak ktoś mi zrobi ;p). Idzie zima, więc mam nadzieję, że znajdę więcej czasu na fantazyjne upięcia. :)

13. Gdyby Twoje włosy umiały mówić, co by powiedziały?
   Pewnie, że cieszą się, że sobie o nich przypomniałam i już nie zapominam tak łatwo. :)

14. Od kiedy stosujesz świadomą pielęgnację?
   Tak w pełni wkręciłam się w to wszystko w maju 2012 i ciągle się uczę. :)

Taguję:
Z moim refleksem szachisty już pewnie wszyscy otagowani.., więc Ci którzy nie byli, lub chcą jeszcze raz (hihi) WYBIERAM WAS! :))))